poniedziałek, 14 marca 2011

A była ona długa i kręta...

... podobnie jak droga, którą przeszedłem, by po ponad dwudziestu latach znaleźć się w punkcie wyjścia. Nie wiem, jak inni urodzeni tutaj, ale mógłbym przysiąc, że zawsze gdy idę przez Krótkie mam wrażenie, że ono się nie zmienia. Te osiedla, ulice są jak skamieniałe szczątki jakiegoś prehistorycznego giganta, które mimo upływu milionów lat zachowują swój ogólny kształt. Nieraz próbowałem zapomnieć o jego kształtach, ale okazało się to trudniejsze niż myślałem - miejska topografia, rozkład ulic, budynki, przejścia dla pieszych - te, przypominające klawisze ukochanego instrumentu Fryderyka, i te niedozwolone, a nawet krzywe chodniki, zapadnięte niczym usta stulatka krawężniki i dziury w jezdniach jak w uzębieniu dziesięciolatka zapamiętałem z dokładnością, której nie powstydziłby się niejeden geniusz z fotograficzną pamięcią. Byłem bezsilny. Wszystkie te detale wryły mi się w mózg do tego stopnia, iż podejrzewam, że ani depresja, ani schizofrenia - ba! - doszedłem do tak paradoksalnego wniosku, że nawet zanik pamięci nie spowoduje wywietrzenia z mojego umysłu krzywizn, błędów ludzkiego intelektu, niedopatrzeń inżynieryjnego oka, braku gustu ściennych malarzy, które składają się na niedokładną precyzję funkcjonowania Krótkiego Miasta.

Wsunąłem ręce w kieszenie kurtki i ruszyłem przed siebie. Z każdym krokiem coraz bardziej przerażony, bo co krok, to deja vu: jeszcze na swoim osiedlu mijam kiosk u Żyda i już z zakamarków mej pamięci wyłania się obraz, jak w podstawówce z kumplami chodziliśmy do niego kupować draże czekoladowe i kokosowe, a że dziadek w ciemnej odchłani kiosku nie zawsze dobrze widział czy gówniarz podskakujący do okienka daje mu odpowiednią kwotę, brał jak popadnie i w zamian wręczał nam nasz upragniony zakazany owoc, na sam widok którego we wczesnym dzieciństwie się trząsłem. Dziś młodzi w podstawówce trzęsą się tak na widok puszki taniego browaru i papierosa, który jest na wyciągnięcie ręki - u dwa lata starszego dilera sprzedającego je na sztuki.

Nic to, poszedłem dalej, ze zniechęceniem graniczącym z odrazą, bo ile razy można patrzeć na to samo, nawet jeśli patrzy się oczami wyobraźni. Szedłem przed siebie. Nade mną niebo niskie, mętne, z bliznami niedobrego blasku. Wokół mnie ludzie jak zawsze przytępieni. Na twarzach przechodniów zimny odcień rtęci. Za kierunek obrałem centrum mojej mieściny.

Krótkie Miasto, pomimo kilku miejsc, do których warto zajrzeć, nie działa jak magnes na turystów. Trudno im się dziwić, że zazwyczaj szerokim łukiem je omijają. Chociażby sam dworzec przeraża do tego stopnia, że gdyby wysadzić na nim przybysza z wielkiego świata, uciekł by z krzykiem rozbijając się o pierwszą lepszą ścianę. Pusty, zimny, zdewastowany, z połamanymi ławkami, trzeszczącymi głosnikami i czasomierzami z pożółkłymi tarczami, pamiętającymi zapewne jeszcze czasy I Sekretarza, symbolu dobrobytu i dostatku, który chyba do dziś dzieciom kojarzy się z cukierkiem. Nocą lepiej tu się nie zapuszczać, ponieważ perony do złudzenia przypominają miejsce zbrodni z kręgami pomarańczowych świateł bijących z nielicznych latarni.

Sam budynek dworca nie wygląda lepiej. Jego wnętrze oferuje jeszcze ciekawsze rzeczy. Jakimś cudem włodarze PKP uzyskali klimat rodem z filmów Hitchcocka. Krótko mówiąc: brud, smród i żuleria. Gdyby nie konieczność kupienia biletu, nikt by tam nie zaglądał. Dwie kasy, a w nich kobiety popijające herbatę i zawsze gotowe powiedzieć: "Nie! Przechodzić proszę, bo kolejka się tworzy". Choć szczerze mówiąc nie mam pojęcia, czy w Krótkim jest ktokolwiek, kto pamięta kolejkę po bilet na dworcu. Każdy, kto skieruje się do miasta, musi przejść przez budynek dworca, a tam zostanie przywitany przez delegację meneli, stałych bywalców tego reprezentatywnego budynku. Brudni, obdarci, poobijani, opuchnięci, pijani zaczepiają, by poprosić o drobne wiadomo na jaki cel. Czują się swobodnie, są u siebie, to ich królestwo i nawet SOK-iści nie są w stanie ich przepędzić, co najwyżej obudzić, gdy śpia na ławkach.

Gdy już przedzie się na bezdechu przez przejście podziemne i wyjdzie na zewnątrz, ukazuje się Krótkie Miasto w całej swej okazałości, wraz ze swoimi mieszkańcami, którzy upodabniają się do miasta, nie odwrotnie. Ono ich wchłania, wkomponowuje w swój plan i coraz głośniejszy rytm. Ono zawiązuje ludzką pamięć na supeł.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz